To co fascynujące

We własne żagle dmuchać nie należy

W

Monolog o tym, że przemyśleć należy trudne sformułowanie „Wu Wei”, bo kiedy poprawnie się je zrozumie, to zmienić może się całe życie na lepsze. To monolog z elementami opowiadania o Romku żeglarzu, i o tym co go wkurzyło kiedy tak pływał po tym bezkresnym morzu zwanym życiem.

„Wu” oznacza negację, zaś „Wei” – akcję, działanie, robienie czegoś. Co do negacji nie mam wątpliwości, jest ona podobnie interpretowana w wielu kulturach. Więcej kłopotów przysparza tłumaczenie „Wei”. Sądzę, że najlepszym tłumaczeniem tego trudnego słowa będzie: siła. Dlatego nie zgadzam się z powszechnym przekonaniem, że chiński zwrot: „Wu Wei” oznacza: „nie działaj”, „nie podejmuj żadnej akcji”, „siedź bezczynnie i poddaj się wydarzeniom życia”. Sądzę raczej, że taoiści uczą nas, aby niczego nie wymuszać, aby nie używać siły, nie naciskać.

Kiedy słuchamy śpiewaka wykonującego najbardziej skomplikowaną arię, czujemy od razu czy robi to z łatwością, wtedy uważamy go za mistrza a to co słyszymy za autentyczne, czy śpiewa z wysiłkiem, a wtedy, choćby nie wydał z siebie ani jednego fałszu, czujemy, że jego śpiew jest nieautentyczny a on sam sili się zanadto. Ten wysiłek nam przeszkadza. Tak samo jest z wielkimi mówcami, z aktorami, ze sprzedawcami, ogólnie ze wszystkimi, którzy wykonują dowolne czynności. Taoiści uczą, żeby nie naciskać, nie wymuszać, niczego nie robić na siłę. Nie uczą: nie rób niczego, połóż się na tafli i daj nieść się z prądem, ale uczą żeby nie używać siły. Istnieje niewidzialna siła, która sprzyja tym, którzy do życia podchodzą z luzem, którzy działają intuicyjnie. Siła ta wzmacnia ich zamiary i dmucha w żagle, jednak żeby statek ten popłynął, żagle należy rozłożyć i poczekać na wiatr. W ten przykład wypada zagłębić się bardziej i zadać pytanie pasjonatom fizyki, co stałoby się gdyby człowiek zaczął samodzielnie dmuchać w żagle. Wyobraźmy to sobie. Stoi człowiek na środku morza, flauta trwa już trzeci dzień, ten się niecierpliwi więc postanawia samodzielnie dmuchać w żagle. Co się wtedy dzieje fizyku drogi? Wyobraźmy sobie dodatkowo, tylko na potrzeby tego rozważania, że ten człowiek ma na tyle siły w płucach, żeby ten statek poruszyć. Stwierdza, pewnie słusznie, że do portu dopłynąć kiedyś trzeba, bierze więc głęboki oddech i dmucha. Co wtedy?

Teraz następuje krótka chwila potrzebna każdemu czytelnikowi na zastanowienie się. Autor podpowiada, że te sprawy były omawiane w szkole średniej, na fizyce, z tego były sprawdziany i oceny. To znaczy, że każdy, ale absolutnie każdy, powinien to pamiętać i z łatwością odpowiedzieć. I to znaczy, że wcale nie musimy przywoływać fizyków, bo sami, samodzielnie, odpowiemy na to pytanie.

No dobra, nie przedłużając, odpowiadam. Oto więc, kiedy nasz Romek Połajewski, bo tak ma na imię ten niecierpliwy żeglarz, zaczął dmuchać z nadludzką siłą w żagle, spostrzegł, że nic, ale absolutnie nic to nie dało. Nie poruszył statkiem nawet o milimetr. Rozbujał go może na prawo i lewo, chociaż nie było tam nikogo, kto mógłby to potwierdzić, ale z całą pewnością nie popłynął jak zamierzał. I to go wkurzyło tak bardzo, że dmuchał jeszcze mocniej, dmuchał najsilniej jak tylko się dało. Po którymś jego wysiłku okazało się, że maszt pękł, złamał się i upadł do wody razem z żaglami, a nasz Romek padł ze zmęczenia na pokładzie jego małego statku, który nazwał „Roman” na swoją własną cześć i chwałę. I kiedy tak leżał i zastanawiał się o co chodzi, nawet nie przyszło mu do głowy, że nie był na tych lekcjach fizyki, na których tłumaczono młodzieży, że ważna jest nie sama siła, ale również punkt jej przyłożenia. Więc żeby statek popłynął, potrzebny był wiatr pochodzący z zewnątrz statku, nie z samego statku. Tak więc, cały wysiłek naszego biednego Romka na nic się zdał i doprowadził jedynie do katastrofy. Więcej, kiedy tak leżał i zastanawiał się jak poskładać maszt i żagle, zaczął wiać przyjemny, ciepły wiatr, który już mu się niestety na nic nie przydał.

Tak właśnie powstała koncepcja Wu Wei. Taoiści patrzyli na biednego Romka, i zauważyli, że nie należy niczego wymuszać. Przenieśli więc tę myśl na całe życie i zaczęli uczyć innych. Ich najważniejsza lekcja brzmi po prostu: nie wymuszaj, bądź śpiewakiem, który arię wykonuje z łatwością i przyjemnością, a świat będzie ci sprzyjał.
– No dobrze Panie Tomaszu Tao Mirecki, a co z ludźmi, którzy śpiewać dopiero się uczą, którzy jeszcze nie wiedzą jak żyć, którzy mistrzami dopiero będą? – zapytał mnie Romek, po tym jak jakimś cudem dotarł na brzeg.
Ja mu na to odpowiedziałem mniej więcej tak. Otóż sam proces uczenia się jest niezwykle przyjemny. Uczeń powinien właśnie poddać się prądowi rozwoju człowieka i uczyć się tak długo, aż to czego się uczy przyjdzie mu z łatwością. A kiedy już tak będzie, on będzie o tym wiedział, stanie się to jego drugą naturą. A to jest nic innego, niż definicja mistrzostwa.

To opowiadania uczy czegoś jeszcze. Właściwie napisałem to wyżej, ale tak lubię się powtarzać, że napiszę to jeszcze raz. Istnieje w naszym świecie jakaś siła, która kieruje życiem, siła, która nie pochodzi z nas, ale pochodzi z zewnątrz. A młody adept ma dwie opcje. Albo poddać się tej sile i korzystać z niej, albo krzesać tę siłę z siebie samego. Jeżeli wybierze opcję drugą, to koniecznie, ale naprawdę koniecznie musi na ciele wytatuować sobie własne imię na cześć i chwałę siebie samego. No.

O autorze:

Dodaj komentarz

To co fascynujące

Najnowsze wpisy

Najnowsze komentarze