To co fascynujące

Pomiędzy chaosem a porządkiem biegnie linia życia człowieka

P

Problem zaczyna się kiedy człowiek stara się wprowadzić w swoje życie przeważająco więcej pozytywu niż negatywu. Wyobraża sobie, że może częściej wygrywać niż przegrywać. Dlatego ludzie starają się zebrać więcej bogactwa. Zapomnieli, że bogactwo niesie ze sobą również ciemną stronę. Dlatego nigdy nie powinniśmy zazdrościć bogaczom. Właściwie nie należy nikomu niczego zazdrościć. Ale bogaczom też. Za ich majątkiem idzie ciemna strona, jakiś ciężar. Może to być lęk o to by bogactwa nie stracić, może to być wyrzut sumienia, a może jakaś ogromna zależność od jeszcze większego bogacza. Im czegoś więcej, tym więcej czegoś przeciwnego. Tak jest ułożony świat. Gdyby każdy człowiek zastanawiałby się nad ciemną stroną bogactwa, to z całą pewnością nie wszyscy chcieliby do niego dążyć. Yin musi wyrównać się z yang. Światy znany i nieznany muszą się równoważyć, byt z nicością i porządek z chaosem, i harmonia z hałasem też.

Czasami człowiek myśli, że wygrywa, a jest to tylko złuda, chwila krótka, błędne przekonanie. Dni, w których przegramy są już w drodze, nadejdą z wybuchem identycznym do tej chwilowej radości z wygranej. I odwrotnie. Nie trzeba rozpaczać zbyt długo nad porażką ponieważ nadejdzie siła, która się jej przeciwstawi, energia ta tworzy się w tym samym momencie co jej zdarzenie przeciwne i obiera kurs na wyrównanie doświadczeń.
To też znaczy, że postęp potocznie rozumiany jako ulepszenie, nie istnieje i nigdy nie istniał. Za każdym ulepszeniem idzie moc kontrująca. Im skuteczniej leczymy, tym poważniejsze choroby nam grożą, im szybciej się poruszamy, tym większą cenę przyjdzie nam za to zapłacić. Grać w grę, w której wszyscy wygrywają zwyczajnie się nie da. Człowieka, który sobie to uświadomi nachodzi okropna myśl, że w tym świecie nie ma niczego nowego. Gramy w grę dla samej przyjemności grania, nie dla wygrywania. Pomysł sytuacji dramatycznej polega na tym, że widzowi wydaje się, że zło musi wygrać, że już nie ma wyjścia, główny bohater znalazł się w sytuacji ostatecznej; aż nagle pojawia się, zupełnie niespodziewane, rozwiązanie, dzięki któremu dobro wygrywa. Ciemność i światło musi współistnieć ze sobą w idealnych proporcjach. Yin i yang przemieniają się w nieskończonej dychotomii zdarzeń od wieków i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to skończyć.

Życie człowieka jest jak taniec, albo jak muzyka, albo jak wiersz. Te trzy dyscypliny łączy ze sobą współwystępowanie chaosu i porządku. Jeżeli w muzyce przeważa chaos, to utożsamiamy ją z czymś nowym. Mówimy – to jest muzyka jazzowa. Tylko znawcy mogą odnosić się do tego rodzaju sztuki, tylko oni potrafią wysłyszeć w tej muzyce nowy porządek, coś, co w przyszłości będzie przyjęte do kanonu. Dla odbiorcy nieprzygotowanego jest to zwykły hałas. Ale istnieje specjalny rodzaj muzyki, taki, obok którego nie da się przejść obojętnie, który doceniają koneserzy i pierwotniaki. Jest to muzyka łącząca ze sobą harmonię i chaos. Filozof nazwał by to muzyką z pograniczna porządku i chaosu, z pograniczna bytu zastanego i nicości. Tej granicy szukają wszyscy artyści. Dobry wiersz to taki, który opisze świat istniejący i jednocześnie pobudzi do poszukiwania świata jeszcze nie zaistniałego. Malarze i tancerze, aktorzy, pisarze, wszyscy artyści szukają tego samego. Odbiorca siedzi jak zahipnotyzowany, ogląda taniec istnienia, ciągłą walkę znanego z nieznanym, przemianę jednego w drugie. Wspaniałość spektakli pomaga na ich podobieństwie do życia każdego z nas. Człowiek oświecony to taki, który zrozumiał równowagę świata i przestał dążyć do przewagi jednego elementu nad drugim. Tym właśnie jest spokój ducha.
Nieistnienie jest konieczne dla istnienia. Nie da się pozbyć nicości, gdyż nicości jeszcze nie ma. Mamy więc nicość jeszcze nie urzeczywistnioną i coś co nas otacza, i dzięki temu mamy równość. Właściwie to, że istnieje cokolwiek na świecie jest raczej dziwne. Bo odpowiedzi na pytanie dlaczego w ogóle istnieje świat nie da się udzielić. Myślimy monistycznymi alternatywami, kategoriami albo-albo. A przecież istnieje zarówno coś jak i nic.

Poszliśmy kiedyś, z moim nauczycielem myślenia, na rozmowę z Bogiem. Dostaliśmy pięcio minutową audiencję, ale każdy z nas mógł zadać tylko jedno pytanie. Wiedząc, że świat jest ciągłą przemianą yin i yang nie mogliśmy zadać pytania typu: jak wygrać tę grę zwaną życiem. Wiedzieliśmy, że odpowiedź na to pytanie zwyczajnie nie istnieje. Stanęliśmy więc przed nim, ale bez pomysłu na pytanie. Wreszcie mój nauczyciel pyta. – Poza pozytywem i negatywem, co to znaczy realność?– Heh, twoje pytanie nie ma sensu – Bóg odpowiada.– Jeżeli nie ma pozytywu i negatywu, jeżeli one się przenikają, to o co mogę Cię zapytać – wyparowałem w końcu chcąc wykorzystać swoje jedno pytanie.– A więc koniecznie chcesz mieć jakiś problem? – odpowiedział mi Bóg ze spokojnym uśmiechem.

Na tym polega dychotomia życia i tym właśnie jest spokój, spokój do którego ludzie chcą dążyć i którego ciągle nie udaje się osiągnąć. Sztuka życia polega na tym samym co tworzenie dzieła uniwersalnego. Dzieło uniwersalne to takie, które odziaływuje na wszyskich, które chwyta za serce i pokazuje naturę świata. Ta króciutka chwila zachwytu nad dziełem jest tożsama z oświeceniem człowieka. W opozycji do dzieła uniwersalnego stoi dzieło eksperymentalne. Te zaś dzielą się na dwie podgrupy. Pierwsza to dzieła prosto z nicości, z chaosu, z nieznanego. To są dzieła awangardowe, często nie dające się zrozumieć. Drugie to dzieła popularne, nastawione na pieniądze, łatwe do zrozumienia lecz przez to rzadko kiedy nowatorskie. Ale awangarda i populizm to dwie strony tej samej monety. Najtrudniejszą dyscypliną są dzieła uniwersalne, one nie podpadają pod kategorie proste. Porównanie dzieł sztuki do życia jest nadzwyczaj trafne. Myśliciel oświecony, również nie podpada pod kategorie proste, jest człowiekiem uniwersalnym. W opozycji do niego stoją ludzie eksperymentalni. To są ludzie, którzy chcą urzeczywistnić jedną ze skrajności. Jedni biorą za cel populizm, pieniądze czy popularnie ujęte szczęście. Drudzy skupiają się na świecie nieznanym, poszukują nicości, wartości nowych. Ale za każdy eksperyment przychodzi kiedyś zapłacić. Poszukiwacza szczęścia ogarnie chaos, dopadnie go ciemna strona jego sukcesów. Zaś tego który poszukuje nicości dobije byt, pochłonie go i sprowadzi do parteru. Ostatecznie ludzie płacą rozdwojeniem jaźni, klinicznie nazwanym schizofrenią.

Za Aleksandrem Sołżenicynem przypominam, że linia podziału między dobrem i złem przebiega przez serce każdego człowieka. To jest ostanie oświecenie człowieka. Świat nie jest ani dobry, ani zły, lub raczej, istnieje równowaga dobra i zła w świecie. Kiedy linia podziału miedzy złem i dobrem przebiega dokładnie w połowie serca, człowiek doświadcza spokoju ducha. Jeżeli przesunie się w którąkolwiek stronę, jeżeli człowiek przejawi w czynach swoich więcej dobra niż zła, lub więcej zła niż dobra, to oddali się od oświecenia, zapomni czym jest mistrzostwo bycia i utraci spokój. Odchłań kreacji jednego lub drugiego zahipnotyzuje go, a przeciwności już się wybierają by wejść mu w życie z buciorami. Intencje są nie ważne, starania nic nie znaczą, zadziała zwyczajnie odwieczna równowaga świata.

O autorze:

Tomasz Mirecki

1 komentarz

2 × 1 =

To co fascynujące

Najnowsze wpisy

Najnowsze komentarze

Archiwa

Kategorie