To co fascynujące

Krytyka myśli ekologicznej

K

Bycie człowieka w świecie wcale nie jest sprowadzone do świadomości otaczającego nas świata. To nie jest tak, że patrzymy na rzeczy, nazywamy je i rozumiemy czym są. My raczej patrzymy na rzeczy i zastanawiamy się, do czego je użyć. Ten życiowy ogląd stał się tak powszechny, że przestał być zauważany przez człowieka. Więcej, ten pogląd utrwalany jest od najmłodszych lat. Dziecko zauważa, że coś jest nie tak z jego zabawką dopiero wtedy, jak ta się zepsuje. A płacz dziecka mówi rodzicowi nie mniej i nie więcej jak – patrz, zepsuło się, nie mogę się już bawić. Ta choroba utylitaryzmu nie mija do końca życia.

Jestem przekonany że właśnie ten element, w procesie selekcji naturalnej, odziedziczyliśmy od naszych zwierzęcych przodków. Oni, tak jak my, traktują cały świat tak jakby był on materiałem potrzebnym do spełnienia ich potrzeb.

Z tego kręgu wmykają się jedynie religie wschodu, które jako jedyne kładą nacisk na empatię, uczą, że człowiek i świat jego otaczający, to jedno. „No dobra, ale jaki z tym jest problem?” Zapytał mnie ekolog, który pośpiesznie czyta ten tekst. Problem jest w podejściu. Za chwilę rozłożę to zdanie na czynniki pierwsze.

Łatwo jest krytykować współczesne ekonomie w zakresie nadmiernego zużywania zasobów ziemskich. Współczesne gospodarki, nastawione na zysk, zupełnie nie zwracają uwagi na spaloną ziemię, którą zostawiają po sobie. Liczy się jedynie zysk ujęty w walucie wirtualnej, czyli takiej, która oderwana jest od rzeczywistości. To pierwszy problem, waluta nie odnosi się w żadnym sensie do rzeczywistości, a to, w największym skrócie, znaczy, że otaczająca nas rzeczywistość jest jedynie narzędziem do mnożenia tej wirtualnej waluty. Dalej. Skoro problemem jest wykorzystanie natury dla zysku, kolejnym problemem będzie, to oczywiste, wykorzystanie również człowieka dla zysku innego człowieka. To stało się już dawno temu, nie oszukujmy się. A co w tym wszystkim robi ekolog? On krytykuje to, że wykorzystujemy nadmiernie naturę. Mówi, że powinniśmy zwolnić, że powinniśmy nastawić się na odnawialne źródła energii, że powinniśmy mniej konsumować, mniej przemieszczać się, mniej jeść mięsa. W tym podejściu widzę problem. Prawdziwy ekolog powinien wskazywać inny problem. Powinien pokazywać człowiekowi, że rozwojem jego będzie takie spojrzenie na świat nas otaczający, które nie będzie obarczone przemocą, próbą wykorzystania jego elementów dla swoich potrzeb.

Jako gatunek uświadomiony powinniśmy, czuję że to już jest czas najwyższy, zmienić to zwierzęce nastawienie do natury. Ona nie jest dla nas po to, byśmy ją wykorzystali, ona jest obok nas. Właściwie, to dzięki niej żyjemy. Naszą drogą nie jest ograniczenie eksploatacji natury, naszą drogą jest świadomość, że drzewo, które rośnie pod naszym domem, nie służy do zrobienia kuchni. Ono, po prostu, jest tak jak drugi człowiek, brat czy rodzina. Przyszedł czas, aby spojrzeć na otaczający nas świat oczami Buddy i obdarzyć empatią wszystko i wszystkich. Drzewa i natura nie służy do tego, żeby dawać nam cień, żeby produkować tlen czy wodę pitną. Żyją w głębokiej symbiozie z nami i w jakimś sensie są tym samym co my.

Tak więc, drogi ekologu, zacznij propagować zmianę nastawienia, a nie ograniczenie konsumpcji. Jestem przekonany, że kiedy zmienimy nastawienie, problem przemocy na naturze się skończy. To osobliwe, że dostaliśmy od natury świadomość i rozum tak dalece wyspecjalizowany, że możemy być wobec niej, natury, agresywni. Żadne inne stworzenie na tej planecie tego nie potrafi. Mamy świadomość boską, ale instynkty zwierzęce. Pomiędzy jednym i drugim znajduje się wola. I to dzięki niej właśnie może nastąpić zmiana. Do dzieła!

O autorze:

Tomasz Mirecki

Dodaj komentarz

To co fascynujące

Najnowsze wpisy

Najnowsze komentarze