To co fascynujące

Dlaczego pan tak śmierdzi?

D

W korkach stałem zbyt długo. Stąd moja dumna decyzja. Pojadę pociągiem. Zaoszczędzę czas i pieniądze. To stara decyzja. Pociągami jeżdzę od zawsze. Wiem co i jak. I wiem, że jeżeli podróżować w piątek to bilet zakupić należy wcześniej. Około tygodnia wcześniej, inaczej się stoi. Więc mam bilet i siedzę. Miejsce od korytarza, w wagonie przedziałowym. Nie lubię tych wagonów bo muszę patrzeć na ludzi. Albo, co gorsze, ludzie patrzą na mnie. Nie ważne. Siedzę więc, patrzę i oni patrzą.
Obok mnie dzieciak, dalej matka. Oni są całkiem spoko. Nie odzywają się, dzieciak gra w grę, matka chyba też, chyba, nie widzę dobrze. Na przeciwko mnie, od okna siedzi on. Na pierwszy rzuk oka wszystko w porządku, ale gdyby przyjrzeć się dokładniej widać znacznie większe doświadczenie w podróżowaniu ode mnie. Ma ciepłą herbatę w termosie, koszulę ocieplaną. Ma bagaż główny i podręczny i mnóstwo zamków. Zip i kieszonka otwarta i coś wyciągnięte, zip i kieszonka zamknięta, zip – otwarta inna kieszonka. Bezbłędnie lokalizuje rzeczy w odpowiednich kieszonkach. Środkowe miejsce wolne. Nie na długo. Na korytarzu czekają już ludzie na to miejsce. Żeby tylko nie usiał ten jegomość.
Na przeciwko mnie siedzi ona. Duże okrągłe kolczyki koloru złotego, zegarek złoty, policzki pomalowane kolorem różowym zbyt mocno, oj dużo za dużo tego różu. Na szyli ze trzy łańcuchy na przemian z koralami. Lat ze siedemdziesiąt i torebka taka z futerkiem na zewnątrz. Nie mogę jej spojrzeć w twarz bo cały czas się na mnie gapi. Od razu wiem, że to ta pani, która cały dzień łypie z okna w mieszkaniu na wszystkich przechodniów, ta która o wszystkim wie i wszystko ma już dawno ocenione. Teraz zamknęła oczy i oddycha tak ciężko. Mogę ją dokładnie obczaić. Nie ma rzęs i brwi. Gdzie one się podziały? Za to jest czarna kreska zamiast brwi i grubsza zamiast rzęs. I pod okiem też jest kreska. Świetnie się to komponuje z różem na policzkach. Dlaczego tak dużo różu? Do zdjęć się malowała, do telewizji? Czy to może jakaś gwiazda jest a ja jej nie znam? Nie wiem. Znowu ten głęboki wdech. Wdech, zatrzymanie powietrza i powolne wypuszczanie. Jakby była umęczona robotą a ktoś jej nagle przerwał przynosząc sprawę zupełnie nieistotną. Nagle drzwi przedziału przesuwa jakiś koleś w polarze niebieskim. Może piwko – pyta i od razu zamyka te drzwi. A może nawet bym się napił, ale nie zdążyłem odpowiedzieć. Kurde, facet mógłby być milionerem gdyby po propozycji piwka poczekał ze dwie sekundy. Ale on nie czeka tylko idzie dalej. Nie sprzedaje niezdecydowanym. Znowu patrzę na tą na przeciwko mnie. Usta. Jezu, skąd ona wzięła taki kolor szminki. I dlaczego nałożyła jej tak dużo, widać smugi tej szminkowej substancji. Ale nie, tylko nie to, dzieje się najgorsze. Ktoś nie przyszedł, miejsce na przeciwko mnie, w środku pozostało niezajęte. Wykorzystuje to ten facet, ten jegomość, którego się tak bałem. Z daleka wiedziałem, że będzie problem. Siada. Jezu jak śmierdzi. Papierosami i potem. I nie pranymi ubraniami. Ma takie wielkie brwi jak Pijanowski, ten, który prowadził koło fortuny kiedyś. A torebka tej babki na przeciwko mnie jest na zatrzask, futerko na zatrzask. Ona lekko gruba, ma na sobie bluzkę, coś pomiędzy różem i filoletem, całą posypaną brokatem. Tylko dlaczego ta bluzka ma taki wielki dekolt? Jakie to skrajnie nieapetyczne. Starsza twarz pomalowana na rożowo, różowa bluzka i dekolt, dekolt i jeszcze raz dekolt już nic nie widzę tylko ten dekolt mnie hipnotyzuje. Chcę odwrócić wzrok, ale z jakiegoś powodu tego nie robię i czuję jak moje poczucie estetyki cierpi. Jeszcze chwila i to cierpienie będzie nieodwracalne. Zamiast spodni ma leginsy, czarne. I jak siadał ten śmierdziel to odwróciła się od niego w ten sposób, że usiadła na lewym półdupku i wypięła się do niego półplecami. Tak jakby chciała powiedzieć – twoje zaloty na mnie nie podziałają. Ale on się nie zaleca. A ten facet ma takie usta ułzożone w dziwnym grymasie. Jakby chciał powiedzieć – nie jesteście dość dystyngowani dla mnie. Ale chwila, usta tej babki tak samo, też jakoś dziwnie wywinięte, jakby chciała pocałować szybę. Szyba. Patrzę przez szybę na korytarz. Tam dużo ludzi, którzy kupili bilet zbyt późno. Wśród nich studentka psychologii. Jakaś Ania lub Kasia, one wszystkie tak mają na imię. Czyta „psychologię poznania” i siedzi na swojej walizce. Młoda, ma ze dwadzieścia lat. Tylko dlaczego w tym przedziale tak śmierdzi, czy ja też będę tak śmierdział jak wysiądę? Coś okropnego. A ona tak siedzi na tej walizce i czyta, i wstaje za każdym razem kiedy ktoś chce przejść. Ma ubrane stare ciuchy jakieś, takie sprane i skulkowane. To osobliwe, że młoda dziewczyna ubrana jest w stare ciuchy, a ta starsza pani na przeciwko mnie ubrana jest w same nówki. Stary śmierdziel kaszlnął. Jezu jak śmierdzi. To zionięcie poszło na cały przedział. Wyobrażam sobie taką sytuację. Wyciągam słuchawki z uszu i pytam – dlaczego pan tak śmierdzi, czy pan tego nie czuje? Wszyscy w szoku, co za gówniarz, co za tupet myślą i jednocześnie nie mogą doczekać się odpowiedzi. Szkoda tylko, że to nieprawda. Nie zapytałem choć bardzo chciałem. Rozglądam się i zauważam coś ciekawego. Ten facet, który siedzi przy oknie, ten profesjonalny podróżnik zamiast butów ma kapcie. Oto ostateczne przypieczętowanie jego rutyny podróżniczej. Ale gdzie ma buty, przecież nie wszedł do pociągu w kapciach. Szczególnie, że za oknem śnieg.
Pociąg nie stał w korku, a mimo wszystko przyjechał opóźniony. Dlaczego one właściwie mają opóźnienie? Ja zamiast dwie i pół godziny ze śmierdzielem jechałem trzy. Czuję, że też śmierdzę. Śmierdzę bo on śmierdział i dlatego, że było tak strasznie ciepło. Tak ciepło, że spociliśmy się wszyscy. Po co właściwie tak grzeją. Tylko tej pani na przeciwko nic nie spłynęło z twarzy. Niezłe kosmetyki. Wysiadam z pociągu, a na peronie czeka na mnie ona. Piękna, pachnąca i stęskniona. Ja śmierdzący i zmęczony. Oto jak wygrałem wojnę z korkami.

O autorze:

Tomasz Mirecki

Dodaj komentarz

nine − three =

To co fascynujące

Najnowsze wpisy

Najnowsze komentarze

Archiwa

Kategorie