To co fascynujące

Aleksandra pokochała Aleksandra

A

Ze wschodu na zachód szedłem ponad trzy tygodnie. Zwykła tułaczka. Dni zlewały się w jedną maź, widoki, choć codziennie inne, były absolutnie przewidywalne. Żywiłem się jakimiś tam resztkami, spałem przytulony do jakichś tam budynków bo zimno zaglądało mi pod skórę każdego dnia. Napotykałem ludzi, ale nie rozmawiałem z nimi. Czasami tylko mówiłem żeby pamiętali czego uczy ich wielka księga.
– Czy słyszeliście? Napisano w Biblii: nie zabijaj. A kto zabije będzie podlegał osądowi. – mówiłem w samym centrum jakiegoś wschodniego miasteczka, trzęsąc się z zimna.
Ale nikt, absolutnie nikt mnie nie słuchał. Nie słuchał mnie też Aleksander. Może dlatego, gdyż w uszach grała mu kocia muzyka z jakiegoś plejera. Ludzie od wielu lat mają taki dziwny zwyczaj wkładania do uszu brzęczących kulek, przez które nie słyszą tego pięknego szumu lasu, nie słyszą odgłosów natury, ale przede wszystkim, nie słyszą siebie samych i siebie nawzajem. Ludzie dzielą się na dwie kategorie. Jedni dostrzegają piękno w słowach, drudzy, w melodiach. A Aleksander czerpał piękno z plejera, a właściwie to z muzyki. I kiedy tak szedł przez to miasteczko tańcząc na wpół, a na wpół idąc do domu ja szedłem za nim i mówiłem mu, mówiłem głośno, żeby nie zabijał, ale nie słyszał nic a nic, gdyż w uszach miał plejera. Poszedł biedak do domu, wziął nóż i zabił. Ja stałem w ogrodzie i patrzyłem na niego, patrzyłem jak to robi, i dopiero wtedy zrozumiałem, że nawet gdyby usłyszał moje słowa, to nie przyjął by ich, gdyż był zwykłym oprychem. Oprychem takim jak i jego koledzy, którzy po niedługim czasie zjechali się tam właśnie, do tego domu i do tego ogrodu, w którym ja wtedy stałem. Aleksander cały czas słuchał swojego plejera i już w ogóle nie chodził, ale cały czas tańczył. I kiedy kolesie jego weszli do mieszkania, zobaczyli zabitą żonę i pochłoniętego w szale mordercę, stwierdzili zgodnie, że innego sposobu nie ma i uderzyli go tak jak bije się kogoś, kogo wcale się nie chce uderzyć. Dzięki temu, młody audiofil ocknął się z szału tanecznego i tak nam wszystkim opowiedział:
„Dziewczyna z tępym spojrzeniem, grubymi palcami i brzydkim głosem nie ma w sobie ani jednej nutki, która mogłaby zamienić się w piękną melodię i wszystko co mówi, i wszystkie odgłosy jakie wydaje, i to jak szura, i to jak stęka, i to jak oddycha nie jest i nigdy nie będzie muzyką. Taka kobieta ma życie szare, myśli płaskie i ręce powykrzywiane. Nie to co moja Aleksandra, smukła i piękna skrzypaczka, której palce są jakby przystosowane do gry na pianinie, na którym nigdy nie zagrała, bo od dziecka władała smyczkiem.”

Poznali się w Warszawie, tak nam wszystkim opowiedział po drodze do Stolicy. Pojechaliśmy tam jakimś rzęchem, którego nazwy i tak nie potrafiłbym nigdy wymówić, i który zmieścił w sobie: Aleksandra, Kudłatego, bo tak mnie nazywali moi rodzice, i czterech oprychów. Wskoczyłem do bagażnika, bo miejsca brakło na tylnej kanapie, a żaden z nich porządnego siedzenia mi nie ustąpił. Nie przeszkadza mi jazda w bagażniku pod warunkiem, że łeb mogę położyć za tylnym oparciu i patrzeć przed siebie. Przynajmniej jest ciepło i nie muszę walczyć z mrozem.

Dotychczas włóczyłem się, odkąd mnie rodzice z domu wyrzucili za niegrzeczne zachowanie. Ja nic takiego nie robiłem, czasami może, z nudów, zniszczyłem kilka rzeczy, ale to absolutnie nie była moja wina. Właściwie, to rozszarpałem tylko jedną kanapę i nie zrobiłem tego z nudów, o nie, zrobiłem to ze zwykłej tęsknoty. Kiedy wrócili, ucieszyłem się tak bardzo, że chciałem na nich skoczyć, wylizać i zwyczajnie być blisko, ale okazało się, że ta moja tęsknota to też jest coś złego. Faktycznie, o tęsknocie nie ma w mądrej księdze ani słowa i nie mówią o niej mądre przykazania, a ja nie wiedziałem, że tęsknić to jest coś złego. Te myśli biegały w mojej głowie jak szczęśliwy kundelek; tylko te oprychy przerywały mi ciągłymi pytaniami o nią, o jego nową miłość, o tym jak się spotkali, o tym dlaczego taka dziewczyna pokochała faceta z plejerem w kreszowej kieszeni dresu i brudem za paznokciami.

Do Warszawy przyjechaliśmy o dziewiętnastej trzydzieści, choć cała ta koncepcja czasu nigdy nie miała dla mnie znaczenia. Odbywał się wtedy koncert w filharmonii, na który Aleksander tak się spieszył do swojej Aleksandry, że mnie poobijało wszystkie kości na zakrętach. Blaszane bagażniki słabo tłumią nerwowych kierowców.

Zupełnie nie rozumiem dlaczego mnie nie wpuścili, przecież byłem ładnie ubrany, tak na szaroburo trochę, ale to ładnie komponuje się ze świeżym śniegiem na ulicach. Umiem się ładnie wysławiać, a ludzie opowiadają mi swoje sekrety. Co z tego, że się załatwiam na chodniku, nikt dla mnie nie stworzył odpowiedniej toalety. Tacy dystyngowani ludzie, sami robią do muszli i używają papieru, a dla psa, dla zwykłego kundla, nie potrafią skonstruować chociażby psi-suaru. Wiadomo, że na nich poczekałem, poczekałem do samego końca koncertu, ale już nie tęskniłem. Nie tęskniłem bo znowu by mnie zostawili, a tak poza tym, to zimno było wtedy jak w psiarni.

Aleksandrę poznałem zaraz po koncercie, wyszli przytuleni i od razu zajęli się mną, zmarzniętym na kość kudłaczem, który już nie nadążał strzepywać śniegu ze swojej sierści. Nowych właścicieli, pomimo tego, że oni zjedli tamtego dnia dwanaście potraw a mnie dali tylko trochę mięsa do miski, pokochałem jak swoich. I jeszcze jedno wam powiem. Cytowałem im wielką księgę i najważniejsze przykazania wielokrotnie, ale nie posłuchali. Aleksander nie słyszał, wiadomo dlaczego, ale Aleksandra słyszeć nie chciała. Ale jedno, jedno przykazanie trwało między nimi w sposób absolutnie piękny. Ani on, ani ona nigdy, przenigdy się nie okłamywali. I na tym polega wielkość świętej księgi, wystarczy trzymać się jednego przykazania, a dane będzie nam szczęście.

To opowiadanie miało jeszcze jeden akapit, ale go usunąłem. Akapit o tym, że pies, wielkiej księgi czytać nie może, bo przecież psy czytać nie potrafią i o tym jednocześnie, że pomimo wszystko tylko psy, tylko kundle, wielką księgę czytać chcą, bo ludzie nie mają na nią czasu. Usunąłem też fragment o tym, że tylko psy chcą żyć według zasad, tych dziesięciu najważniejszych, bo ludzie… ludzie są już na nie zbyt mądrzy.

O autorze:

Dodaj komentarz

To co fascynujące

Najnowsze wpisy

Najnowsze komentarze