To co fascynujące

Prawo jazdy sprzedam tanio

P

Jestem dobrym obywatelem. Zrobiłem prawo jazdy na samochód, później na motocykl. Problem posiadania samochodu przeszedłem standardowo, jak wszyscy chłopcy. Najpierw coś po rodzicach, później coś swojego, koniecznie BMW, mogło być stare. I było, bardzo stare, ale cieszyłem się nim jakbym jeździł przynajmniej Bentleyem. Był piękny. Tylko psuł się. Nic wielkiego, ale cały czas coś. Jeździłem nim pięć lat aż mnie zmęczył. I nadszedł czas nowego samochodu, nowego z salonu. Czytałem poradniki finansowe, pisali tam, że lepiej wziąć lizing niż kredyt i że lepiej nowe niż trochę używane. Takie mądrości rekinów finansjery. Więc zrobiłem. Wziąłem lizing i nową furę. Zajebiście. Cieszę się.

I jadę do pracy. Nie, nie jadę. Stoję do pracy, stoję w korku. Ale w fajnym wozie więc się nie denerwuję. Przynajmniej jeszcze nie. No i wracam, wracam z pracy. Ale też nie jadę, tylko stoję. Trochę gazu i cały czas hamulec. Więc się rozglądam na około siebie. Bo minął już rok od zakupu. Patrzę przed siebie. Bentley. Piękny, cudny czarny na zewnątrz i w środku. Ile taki może kosztować? Bańkę? Dwie? Patrzę w lewo, Jezu, tam najnowsza beta, jaka piękna, kolor modny dip blu czy jakoś tak. Siedemset tysięcy na pewno. Ile taka może pojechać? Jakie ma przyspieszenie? Jak się trzyma na zakrętach? A w sumie – jakie to ma znaczenie skoro teraz stoi? Ja też stoję. A nie, ruszamy. Gaz, dwójka i czerwone. Stoimy. Ja, beta i bentley. I po prawej jaguar. Jaki piękny. Też za bańkę. Czerwony, szybki i zadbany, prosto z salonu. Stoimy. Czekamy. Jest, jedziemy. Ale nie, jednak nie, stoimy dalej, czekamy. Korki mają swoje uzasadnienie. Na przykład: jest korek bo są remonty, albo: jest korek bo jest siedemnasta, albo: coś się musiało stać, że jest korek, bo zwykle o tej porze go nie ma, albo takie: jest korek bo spadł śnieg lub deszcz. Korek jako wynik świateł źle zsynchronizowanych, albo korek jako wynik wypadku drogowego. Tak więc, z uzasadnieniem lub bez niego, stoimy. Ja, bentley, beta i jaguar. I tak sobie myślę stoi na około mnie ze cztery bańki i wszyscy stoją tak samo. Żaden nie stoi bardziej dostojnie, nikt nie jest bardziej dystyngowany, wszyscy stoimy tak samo. Ciekawe co sobie myśli ten w becie, czy myśli że super mu się jeździ na zakrętach? Albo ten w jaguarze, że ma rewelacyjne przyśpieszenie? Któremu z nas stoi się najlepiej. Nie, czekajcie, jedziemy, sto metrów, dałem trójkę. Wtedy był dobry dzień. Ta opowieść trwała jeszcze jakiś czas dłuższy. W końcu dojechałem do domu, ale nie było miejsca. No to szukam. Samochody stoją na chodnikach, na jezdniach, na częściach zielonych. Stoją wszędzie. Właściwie to myślę, że samochody więcej stoją niż jeżdżą. Wieczne niespełnienie. Jak chcę jechać to stoję, a jak chcę stanąć, zaparkować to jeżdżę w kółko. Wtedy szukałem miejsca 40 minut, a przejazd z pracy do domy trwał godzinę. W sumie godzinę czterdzieści jeżeli dobrze liczyć nauczyłem się od zawodników nindża w kwestiach finansowych. Odległość pomiędzy pracą a domem wynosi 5 km. Piechotą jest to jakieś 40 min. Chodzenie jest jeszcze za darmo.

No to kupiłem sobie skuter. Dlaczego by nie. Nie będę stal w tym korku. Ja jadę, oni stoją. Tylko, że zaczęło lać. Później sypać śniegiem i wiać. A ja jadę, oni stoją. Wiem co myślą. Co za pojeb jeździ w taką pogodę skuterem, zimno jest i ślisko. A wiecie co ja myślę, co myślę wtedy kiedy jadę tym skuterem? Nic nie myślę, bo nie mam czasu. Bo jadę.

O autorze:

Tomasz Mirecki

Filozof i pisarz. Szuka piękna i mądrości, ale piękno uznaje za najwyższą wartość.

Dodaj komentarz

To co fascynujące

Koszyk

Ładowanie...

Śledź mnie :)

W mediach społecznościowych też się udzielam. Ale rzadko, żeby nie spamować, ale zachęcam, żeby mnie śledzić :)

Tomasz Mirecki

Filozof i pisarz. Szuka piękna i mądrości, ale piękno uznaje za najwyższą wartość.

Instagram