To co fascynujące

Odczucie granicy daje odczucie totalności

O

Kiedy mój motocykl osiąga 160 kilometrów na godzinę nie liczy się dla mnie nic oprócz mojego życia. Ten moment kiedy rozpędziłem się do takiej prędkości, że
potrzebowałem całej uwagi, żeby móc tę prędkość utrzymać był pierwszą chwilą, w której poczułem totalność. Nie istniało nic innego oprócz mnie, motocykla i drogi. Stałem się jednym z maszyną. Wiedziałem, że wszystko zależy od mojego zjednoczenia z nią. Człowiek ma problem, żeby poczuć jedność w swoim wnętrzu. Zjednoczenie się z maszyną wydaje się być niemożliwe bez osiągnięcia spokoju wewnętrznego. W rzeczywistości jest odwrotnie.
To maszyna daje jedność wewnętrzną. Kiedy czuję pod nogami silnik lub kiedy kładę się do skrętu to czuję, że w każdym momencie może wydarzyć się tragedia. Jestem blisko tej tragedii i jednocześnie czuję jedność z życiem. Im bliżej śmierci tym intensywniejsze doświadczenie życia. Przy 160 na godzinę człowiek zaczyna czuć, że leci. Grawitacja przegrywa z odczuciem totalności. Nazywam to odczuciem granicy ((Coś podobnego do doświadczenia granicznego w rozumieniu Karl’a Jaseprsa. Jaspers tłumaczy to tak: „Sytuacjami granicznymi nazywam to, że nie mogę żyć bez walki i cierpienia, że biorę na siebie winę i nie mogę tego uniknąć, wreszcie, że muszę umrzeć„)). Tak jak nie jest możliwe wskazanie końca dnia i początku nocy ((pomimo tego, ze zarówno dzień jak i noc nawet dziecko rozróżnia bezbłędnie)), tak zrozumienie „odczucia granicy” jest niemożliwe. Nie ma nic łatwiejszego niż zapytać zuchwałego (głupiego)((nie trudno o takich)) rozmówcę o granicę tego co on stara się nam imputować.  Zgubi się on w zawiłościach wyjaśnień, a granicy i tak nie znajdzie. Będzie opowiadał o różnicach pomiędzy dniem a nocą lub, jeżeli jest to wytrawniejszy rozmówca, będzie starał maksymalnie zbliżyć się do granicy, ale  ostatecznie podda się stwierdzeniem: „to jest przecież oczywiste”.

Granicy nie da się pokazać lub zrozumieć umysłem. Granicę można odczuć w momencie doświadczenia totalności. Kiedy nie mam możliwości myśleć o czymkolwiek innym oprócz mojego ciała, maszyny, drogi, grawitacji, innych samochodów, wtedy mam odczucie totalności. Całe moje życie zmagałem się z konfliktami zarówno wewnętrznym jak i zewnętrznymi – związanymi z życiem codziennym. Marzyłem o doświadczeniu totalności. Wiedziałem czym jest totalność, gdyż doświadczałem jej w różnych momentach życia. Kiedy słuchałem muzyki odczuwałem totalność. Kiedy medytowałem odczuwałem totalność. Kiedy czytałem dzieła filozofów odczuwałem totalność. Kiedy odnosiłem sukces odczuwałem totalność. Kiedy traciłem coś bezpowrotnie odczuwałem totalność. Prawdę mówiąc wszystko co straciłem w życiu, straciłem na własne życzenie. Był to wynik mojej decyzji, zaniedbania lub nie podjęcia decyzji w ogóle. Jednak nigdy nie potrafiłem przywrócić odczucia totalności. Wiedziałem co najwyżej, że kiedy zagłębiam się w jakąś dziedzinę, to mogę czekać na doświadczenie totalności. Nie widziałem jednak czy ono przyjdzie. Tak jak gdyby doświadczenie totalności zależało nie ode mnie, ale od – nie określonych – czynników zewnętrznych. W rzeczywistości okazało się, że do odczucia totalności potrzebny jest czynnik zewnętrzny. Nie jest tak jak nauczają nas wielcy mistrzowie wchodu kiedy mówią, że wszystko czego potrzebujesz znajdziesz wewnątrz siebie. Aby odczuć jedność wewnętrzna potrzeba zjednoczenia się z czymś na zewnątrz. Dlatego wszyscy mistrzowie posiadają atrybut. Każdy mówi o tym, żeby stać się tym czym staramy się władać.  Wojownik staje się mistrzem kiedy jest jednością z mieczem, którym walczy. To pewne, że każdy adept na drodze swojego rozwoju musi przejść doświadczenie graniczne. Musi zmierzyć się ze swoją chęcią życia trzymając w ręku jakiś atrybut. Musi chcieć walczyć o życie. Musi stracić pewność egzystencji (ewolucji), ma stracić oparcie pod nogami, nie może być pewny rezultatu. Wtedy poczuje jedność na atrybutem. Atrybutem może być motocykl, miecz, spadochron, broń palna lub wszystko to co budzi pasję. Ale warunek atrybutu jest taki, żeby był on fizyczny. Tak więc atrybutem może być pisanie (pióro), ale nie czytanie. Czytanie to hobby. Pisanie jest (może być) częścią życia. Pisanie autentyczne, pisanie krwią może dać odczucie granicy. W tym dopiero (w odczuciu granicy) można znaleźć sens życia.

Kiedy jadę moim motocyklem 160 kilometrów na godzinę widzę jak zmniejsza się pole mojego widzenia. To tak jak wojownik władając mieczem skupia się na przeciwniku. Świat naokoło niego jest nieskończenie ciekawy. Ale dla wojownika walczącego nie ma on znaczenia. Znaczenie ma tylko przeciwnik i wygrana. To chwila, w której rozstrzyga się być lub nie być wojownika. Kiedy jadę motocyklem rozgrywa się moje być lub nie być. Wtedy liczy się jedynie wygrana. Każdy mięsień mojego ciała, każda komórka mózgowa nastawiona jest na przeżycie. Walka rozciągnięta jest na cały świat. Walczę z naturą: grawitacją, oporem powietrza, deszczem, wiatrem. Walczę też z kulturą: asfaltem, innymi uczestnikami ruchu drogowego, zakrętami, ograniczeniami. To w walce można osiągnąć odczucie granicy. Myślę, że każdy człowiek musi zostać wojownikiem. Bez tego nigdy nie zostanie człowiekiem, a tym bardziej nie będzie mógł doświadczyć bycia człowiekiem lepszym. Będziesz walczył i możesz zginąć. Zawsze istnieje albo, albo. Bez tej alternatywy życie jest miękkie, zniewieściałe. Kiedy widzę człowieka pewnego siebie, który nie ma problemu z wyborem wiem, że jest zniewieściały. Prawdziwy człowiek musi być męski, silny. Trwa ciągle w alternatywie aż do śmierci. A im większa alternatywa, tym bliżej doświadczenia totalności. Największa rozciągłość alternatyw swoim zasięgiem obejmie przeciwności życie – śmierć. Ten, który w swoim postępowaniu osiąga tę alternatywę postępuje dobrze. W tej chwili życie nie jest sumą zwycięstw. Nawet wojownik, który całą siłę i skupienie przeznacza na pokonanie przeciwnika nie przejmuje się wynikiem. Samo doświadczenie granicy jest wystarczająco podniecające. Kiedy wygra, będzie szukał kolejnego przeciwnika. Kiedy przegra – umrze w totalności. Każda wschodnia szkoła rozwoju daje adeptowi jakiś atrybut. Często jest to szmata do podłogi. Adept nie rozumie dlaczego mistrzowie szorując całymi dniami podłogę. Jest to symbol doświadczenia totalnego. A kiedy mistrz skończy, jedyne co mówi to: „daj mi kolejną podłogę do wyczyszczenia”. To nie ważne jakiej czynności oddaje się człowiek. Ważne jedynie, żeby w tej czynności odnalazł odczucie maksymalnej alternatywy. Kiedy człowiek znajdzie czynność, dzięki której możliwie najszybciej osiąga ten stan powinien zrobić z niego swoje trofeum.

Kiedy jadę 160 na godzinę i myślę o moich problemach, to śmieję się do łez. Odczucie granicy wprowadza mnie w medytację nad totalnością. Odczuwam wszystko jednocześnie. To stan błogości. Odczucie to sprawia, że staję się nowym człowiekiem. Nie jest ważna wygrana, nie jest ważne to czy przegrywam. Ważne jest to odczucie sena człowieczeństwa. Dla tego odczucia można zginąć. Problemy codzienne wywołują śmiech. Mam wrażenie, że tak właśnie czuje się Bóg kiedy opowiadam mu o moich problemach. Dodam jeszcze jedno. Sukces zawsze kojarzył mi się z wygraną. Dzisiaj rozumiem, że pomyliłem wygraną z doświadczeniem granicy. Granica dawała mi totalność, a tej szukałem cale życie. Sukces dawał mi satysfakcję. A to uczucie budzi podłość w człowieku. Dopiero dzisiaj rozumiem, że żebym mógł być lepszym człowiekiem muszę dążyć do odczucia totalności. To odczucie granicy daje odczucie totalności. I to czynie mnie lepszym człowiekiem. Nie sukces i satysfakcja.

O autorze:

Tomasz Mirecki

Filozof i pisarz. Szuka piękna i mądrości, ale piękno uznaje za najwyższą wartość.

Dodaj komentarz

To co fascynujące

Koszyk

Ładowanie...

Śledź mnie :)

W mediach społecznościowych też się udzielam. Ale rzadko, żeby nie spamować, ale zachęcam, żeby mnie śledzić :)

Tomasz Mirecki

Filozof i pisarz. Szuka piękna i mądrości, ale piękno uznaje za najwyższą wartość.