To co fascynujące

Nie czytajcie!

N

Najwyższy czas powiedzieć to, co większość czytających ma na myśli oraz to, co większość piszących też ma na myśli, ale boi się o tym powiedzieć głośno w obawie o swoją pracę. Nie czytajcie ludzie! Mówię absolutnie poważnie. Przestańcie czytać dzieła wszystkie oraz dzieła wybrane. Nie czytajcie dzieł ani wspaniałych, ani wzniosłych, ani mądrych. Nic nie czytajcie najlepiej.

Mam pretensje do tych, którzy wymyślili, powszechny dostęp do umiejętności czytania. Ciekawe jak to było w czasach, w których czytali tylko nieliczni. Trzeba było wykazać się jakąś formą inteligencji, może nawet mądrości żeby być człowiekiem, który dostanie dostęp do wiedzy nieograniczonej. Reszta żyła bez tego dostępu i wcale nie była gorsza, była zwyczajnie inna. Był wyraźny podział pomiędzy rodzajem używanych mięśni. Jedni używali mózgu, drudzy bicepsów i ud. Nie uważam, żeby jeden mięsień lepszy był od innego.

Dzisiaj jest gorzej. Ludzie nauczyli się czytać. Upadek pierwszy. Pół biedy gdyby na samej umiejętności poprzestali. Skończyli szkołę podstawową i przystosowali się do zawodu. Kłaniam się im w pas, bo wykonują dobrą robotę. Najgorsi są ci, którzy nie skończyli na samej umiejętności i poczytali coś więcej. Bo „czytać więcej” nie należy – chyba, że jest się prowadzonym przez mistrza danej dziedziny. Prześledźmy obie drogi. Kiedy adept czytania jest prowadzony i narzuca się mu to co czytać powinien, a na co szkoda czasu jest szansa – szansa powtarzam, że jego rozwój będzie zrównoważony i da szansę – szansę powtarzam, na jakiś przebłysk mądrości. Umysł ludzki jest jak wspaniałe narzędzie, które tworzy wszystko to o czym pomyśli. Ciarki mnie przechodzą jak uświadomię sobie o czym myślą ludzie, którzy nie dostąpili tego przebłysku mądrości i jednocześnie posiedli umiejętność czytania. Tacy są najgorsi. Nie przeszli szkolenia mistrzów. Nie dowiedzieli się co trzeba przeczytać. Padli ofiarą tekstów nierozumianych, tekstów fragmentarycznych. Czytają tylko wikipedię i – o zgrozo – na nią się powołują. Na encyklopedię! Świat się kończy, czuję to kiedy rozmawiam z takimi ludźmi. Paść ofiarą tekstu fragmentarycznego, zrozumianego częściowo, albo zrozumianego źle i pomnożyć go tysiącem myśli kłębiących się w głowie – oto broń masowego rażenia. Myślenie to czynność trudna, myślenie mądre to czynność arcytrudna. Arystoteles, tak mi się wydaje, nie opisałby swoich myśli jako mądre. A całe życie mądrością się zajmował. Mądrością jako taką i mądrością samą w sobie. A wszyscy kolejni, ludzie którzy nastali po nim, stwierdzają z imponującą lekkością, że mądrości im nie brakuje. To Kartezjusz mówił, że mądrość jest jedyną cechą, na której brak nikt nie narzeka. Znam ludzi, którzy w mniemaniu ich samych są za niscy, za grubi, zbyt biedni, ale nie znam nikogo, kto choć przez chwilę zastanowiłby się nad swoją mądrością.

Dlatego powtarzam, nie czytajcie! Nie czytajcie nic. Nic! Lepiej żeby nie przeszyło was do samej kości to co się stało z Wańką z „Czarnobylskiej modlitwy” Aleksijewiczowej. Lepiej, żeby nie dotarło do was to, że wasze myśli nie są wasze kiedy przeczytacie „Kultura jako źródło cierpień” Freuda. Ani to, że język którego używacie determinuje to jaką macie wiedzę o świecie po lekturze Wittgensteina. Husserla też lepiej nie czytać, bo można dowiedzieć się o tym, że to co nas otacza to nie rzecz, a fenomen. Ale najbardziej odradzam czytanie Brzozowskiego „Legendę młodej polski” bo okaże się, że świat może być trochę inny niż ta kolorowanka telewizyjna. Nie czytajcie bo czegoś się dowiecie, czegoś doświadczycie i przewinie się przez głowię myśl o mądrości. Możliwe nawet, że przewinie się myśl mądra. Myśli, że teraz jestem trochę bardziej mądry niż byłem. Nie jesteś. Szczególnie po jednej książce rocznie. Szczególnie jeżeli nie przeczytałeś wcześniej klasyki. Szczególnie jeżeli nie wypracowałeś podstawowych narzędzi myślenia krytycznego. Powtarzam – twoje myśli nie są twoje. Twoja może być tylko mądrość, ale tylko momentami, tylko w przebłyskach. Na nią się czeka, a kiedy przyjdzie należ się nią cieszyć i z niej korzystać. Jeżeli czytasz tylko wyrywki wiedzy, jedynie interpretacje lub – uchroń Panie Boże – czyjeś poglądy, to wiedz, że jest to gwałt na własnej osobie, który nigdy nie zaboli. Bo głupota nie boli i jest wygodna, a mądrość męczy i obciąża.

Więc nie czytajcie! Nie uwrażliwiajcie się, nie poszukujcie mądrości, bo padniecie ofiarą głupiej propagandy. Umysł to takie narzędzie, które ustawicznie dąży do pełni obrazu. Jeżeli dasz mu wycinek informacji to dopowie sobie resztą tak, żeby całość wydała mu się logiczna. Każde słowo w tym zdaniu jest ważne. „Dopowie” to znaczy skorzysta z przeszłej wiedzy, a „wydała logiczna” to nie koniecznie znaczy „logiczna”. Nie wszyscy wiedzą czym właściwie jest logika, niektórym jedynie wydaje się, że wiedzą. Ale nawet gdyby wiedzieli dokładnie, wiedzieli czym jest logika i dopowiedzieli sobie tak, żeby stworzyć logiczną całość, to jeszcze nie ma gwarancji, że wylądują w prawdzie. Prawda bowiem nie zawsze jest logiczna.

Dlatego mówię: nie czytajcie! Nie zgadzam się z tymi, którzy do czytania zachęcają. Żle robią w sensie podwójnym. Po pierwsze dlatego, że każda reklama wskazuje na to, że istnieje jakiś brak. Na przykład reklamujemy dzieciom i młodzieży, że należy postępować dobrze w sensie moralnym bo wiemy, że z natury ludzie chcą postępować źle. Opowiadania i filmy pełne przemocy, zdrady i intrygi interesują nas dlatego, że właście ta sfera naszych pragnień została stłumiona i, jednocześnie, dobro, uczciwość i łagodność odpowiednio dobrze zareklamowana. Reklamując czytanie mówimy tyle mniej więcej, żeby czytać, bo czytanie jest dobre a nieczytanie jest złe. Milcząco mówimy jednak, że człowiek jest takim zwierzęciem, które czytać raczej nie lubi i woli oglądać i być zabawianym. Ja bym się z tą milczącą myślą zgodził i nie walczył z tym. Niech tak po prostu zostanie. Drugi argument przeciwko zachętom do czytania jest taki: tego, który chce czytać nie będzie dało się od książki oderwać. Oto czytelnik, którego pożądają nauczyciele, pisarze i filozofowie. Oto czytelnicy, którzy mają szansę – szansę powtarzam, żeby przeczytać na tyle dużo, żeby nie paść ofiarą rzeczywistości przedstawionej w sposób fragmentaryczny. I tyle, to takie proste, i takie niemożliwe do wykonania jednocześnie. Jak zabrać tym fanatykom myśli jednej, myśli radykalnej ich teksty pomalowany tylko na jeden kolor? Jak ich zachęcić do tego, żeby na wagę swoich myśli postawili również myśli przeciwne? Próbowałem powiedzieć im, że z myśli i anty-myśli zrodzi się myśl dojrzalsza, może nawet miniatura mądrości, ale to nic nie daje. Wymyśliłem nową metodę, dlatego mówię po raz ostatni: nie czytajcie! Oby posłuchało mnie jak najwięcej osób.

O autorze:

Tomasz Mirecki

Filozof i pisarz. Szuka piękna i mądrości, ale piękno uznaje za najwyższą wartość.

Dodaj komentarz

To co fascynujące

Koszyk

Ładowanie...

Śledź mnie :)

W mediach społecznościowych też się udzielam. Ale rzadko, żeby nie spamować, ale zachęcam, żeby mnie śledzić :)

Tomasz Mirecki

Filozof i pisarz. Szuka piękna i mądrości, ale piękno uznaje za najwyższą wartość.