To co fascynujące

Fotografia kłamie na dwa sposoby

F

Monolog o tym, że fotografia kłamie, że kłamie na przynajmniej dwa sposoby i o tym, że to może być piękne. Weźmy za przykład sfotografowaną twarz. Patrzymy na zdjęcie o idealnej ostrości, głębi czerni i bieli. Oko uchwycone właśnie tak jak ma być – otwarte, pełne myśli, pełne charakteru. Człowieka można prześwietlić na wylot patrząc jedynie w oczy. Tylko wydaje się nam, że myśli nasze są prywatne. Czujny obserwator widzi w oczach więcej niż byłby w stanie ukryć ich właściciel.

Widzę jak patrzy na fotografię ukochanego – ona. Patrzy bo cierpi. Patrzy, bo chce się okłamywać. Nie zobaczy już jego, nie będzie z nim blisko, nie będą już razem. Fotografia jest, ale jego nie ma. Spojrzenie jest, ale nie ma kontaktu. Prawda o nim jest, ale nie ma jego. Oto tragedia fotografii. Co ona teraz powie dziecku. Tata jest na zdjęciu, ale nie ma go w rzeczywistości. Tata – mówi mały i pokazuje na fotografię. Zginął bezsensownie. Dlaczego tam poszedł, tak walczył, po co? Ta odpowiedź jest zawarta w tej fotografii. W jego oczach. W tym ułamku sekundy.

Człowiek na fotografii prezentuje się w sposób tak wyjątkowy, tak osobliwy, że nie sposób go takiego zobaczyć gołym okiem. W rzeczywistości człowiek jest w ruchu, jest dynamiczny. Nigdy nie widuje się go tak jak widzi się go na fotografii. Nawet malarze przedstawiają obrazy swoje inaczej. Szukają znaczenia, przedstawiają swoje zrozumienie. Fotografia zaś zatrzymuje chwilę. Oto jej drugie kłamstwo. Zatrzymanie jest niemożliwe, nienaturalne. Wszystko ciągle się zmienia. Zatrzymać czyjąś twarz to mniej więcej tak samo jak uprościć kulę ziemską do globusa. Ale – z drugiej strony – twarz ta to wszystko co ma ona. Patrzy na nią i przez sekundę, przez małą chwilkę króciutką zapomina że jego nie ma i nigdy nie będzie. Uśmiecha się i w połowie jej uśmiechu zaczyna płakać. Wie, że to chwilowe uczucie szczęścia jest nieprawdziwe, ale nie wyrzuca zdjęcia. Przeciwnie. Chowa je, jest jej skarbem. To jest pierwsze kłamstwo, przywołanie czegoś, czego nie ma. Nie ma jego, ale przez krótką chwilę jest. Jest, jeżeli ona da się okłamać.

Dla niej najpiękniejszym wierszem będzie opis jego twarzy. Kiedy najdzie się poeta, który się nad nią zlituje i opisze zdjęcie samo i nie postawi kropki? Nie podsumuje, nie opowie zakończenia. Napisze tylko o oczach, o tym jaki miał charakter. Napisze wiersz tylko dla niej. I dla niej nie będzie jakimś tam poetą, tylko najlepszym na świecie. Kiedy znajdzie się muzyk, który do tekstu napisze piosenkę. Będzie to muzyka, do której ona zatańczy, odda się cała. Magia sztuki polega na tym właśnie, żeby oddać się kłamstwu i tańczyć, tańczyć bez celu. Czy da się tańczyć z celem? Nie da się, wiadomo. Więc po co piszę tańczyć bez celu? Nie wiem.

O autorze:

Tomasz Mirecki

Filozof i pisarz. Szuka piękna i mądrości, ale piękno uznaje za najwyższą wartość.

Dodaj komentarz

To co fascynujące

Koszyk

Ładowanie...

Śledź mnie :)

W mediach społecznościowych też się udzielam. Ale rzadko, żeby nie spamować, ale zachęcam, żeby mnie śledzić :)

Tomasz Mirecki

Filozof i pisarz. Szuka piękna i mądrości, ale piękno uznaje za najwyższą wartość.

Instagram